sobota, 19 maja 2012

[830] www.marmurowe-serce.blogspot.com

Magda ocenia opowiadanie:   marmurowe serce

Pierwsze wrażenie (5/10)
Nagłówek jest zupełnie bez wyrazu. Określiłabym go słowem "mdły". Wprawdzie rozmycie konturów daje całkiem ładny efekt, ale całość jest po prostu nieciekawa. Przedstawia jakichś ludzi, zupełnie mi obcych, którzy nie wywołują w moim umyśle żadnego echa. Zamiast tych siedmiu pozlepianych ze sobą ujęć użyj jednego lub dwóch, ale takich, by przyciągnęły uwagę barwami, treścią lub zestawieniem.
Tekst, który umieściłaś na nagłówku i na belce również do mnie nie przemawia. Nie odnajduję w tym zdaniu sensu. Nie wiem, czy to cytat, czy też wymyśliłaś to sama, bo nigdzie nie ma informacji na ten temat.
Dalej - adres. "Marmurowe serce". Od tego sformułowania nie tchnie nowością i pomysłowością, ale jest zwięzłe, proste do zapamiętania i z grubsza informuje, z jaką tematyką się spotkam. Czyli plus dla Ciebie.
Za cóż jeszcze mogę Cię pochwalić? Na pewno za czcionkę. Moje oczy ją lubią. I za to, że wszystkie elementy pasują do siebie kolorystycznie. Na blogu panuje też porządek, elementy nie są rozrzucone po całej stronie.

Treść (27/30)
Prolog
Banał, banał, banał. Jestem pewna, że wiesz, jak ważne jest pierwsze zdanie. Nie zachęca mnie tekst zaczynający się opisem słoneczka, puszystych obłoczków i wietrzyku. Naprawdę. Pierwsze zdanie powinno mnie zdzielić w twarz, a nie ukołysać do snu.
Rozumiem, że dziewczynka została włąśnie urodzona? Zatem, niezależnie od tego, jak potężnymi czarodziejami sa jej rodzice, powinno się jej przeciąć pępowinę, a następnie obmyć z krwi. Dopiero po zadziałaniu na twarz dziecka wodą, może ona być biała jak marmur.
Ej! Spoilerujesz! Nienawidzę tego. Dlaczego od razu mi mówisz, że matka Rose zginie?

Rozdział I
Opisałaś Laurie i Simona w taki sposób, że od razu ich polubiłam. Zwłaszcza, Simona, bo ma biurko podobne do mojego. I jest uzależniony od tych samych rzeczy, co ja (chociaż nigdy w życiu nie splamiłabym się słodzeniem herbaty!).
Kot, który połknął klucze do mnieszkania mnie rozwalił. Genialne.
Ogólnie rzecz biorąc, rozdział mi się podoba. Nakreśliłaś naprawdę ciekawą sytuację. Dodatkowym plusem jest to, że z takim pomysłem jeszcze się nie spotkałam.
 
Rozdział II
Bardzo dobrze wychodzą Ci opisy, tworzysz też ciekawe, realistyczne postacie.
W rozdziale wyjątkowo mało się dzieje, trudno mi więc powiedzieć coś konkretnego.
Dalej zatem.

Rozdział III
Opis rodziny Simona jest strasznie chaotyczny. Często powtarzasz różne rzeczy, niektóre zdania kuleją. Przeczytaj go jeszcze raz, powoli, a myślę, że wyłapiesz, o co mi chodzi. Przykład:
"machnęła ręką, jak zwykle naiwna i nie dostrzegająca powagi sytuacji. Ona nie widziała zagrożenia. Dla niej liczyło się tylko tu i teraz, naiwnie wierzyła, że nic jej się nie stanie (...) Nie rozumiała powagi sytuacji (...) Naiwne i beztroskie."
Za dużo tam tego podkreślania naiwności Alice i tego, że nie widziała zagrożenia. Naprawdę, czytelnik załapie to po jednym razie.

Rozdział IV
Znów: zbyt wiele razy powtarzasz, jaka to Rosalinda jest zimna i spokojna, i jak zbędny jest pośpiech.
"
pojawili się znienacka na zatłoczonym peronie numer 9 i 3/4" - hej, a gdzie bieg na filar i tak dalej? Jestem rozczarowana.
Podoba mi się, jak opisałaś uczucia Rose względem ojca, ich relacje.

Rozdział V
"
Odnosili się do siebie bardzo formalnie i poważnie, bez poufałości i swobody, jaka cechowała relacje panujące w rodzinach jej szkolnych rówieśników." - znów się powtarzasz. To samo było w poprzednim rozdziale. Tam Cię za to pochwaliłam, tutaj wręcz przeciwnie. Już przyjęłam to do wiadomości, naprawdę.
O, Krukonka! Jestem mile zaskoczona, dobrze, że nie kolejna Gryfonka lub Ślizgonka. 

"
na czarny sweter i wygodne dżinsy-rurki" - wait... Czy to się przypadkiem nie dzieje gdzieś w latach siedemdziesiątych? O, 1977. Zdaje mi się, że rurki nie były wtedy w modzie. Wtedy panowali hippisi i ich szerokie nogawki.
"wdychając przyjemny zapach świeżego, orzeźwiającego powietrza, w którym czuć było woń lasu, drzew i rosnącej na błoniach trawy." - na stacji?!

Rozdział VI
"
w stalowej misie jeziora," - przekombinowane; zamek mógł się odbijać co najwyżej w powierzchni, misą można nazwać raczej dno.
"
Nie zwykła do spoufalania się z innymi. Była samotnicą chodzącą własnymi drogami, uważała, że nie potrzebuje ludzi do szczęścia. " - tak, tak... Mówiłaś.
"
Rosalinda nie miała z kim przywitać się po dwumiesięcznej rozłące" - w tym momencie przeczysz sama sobie. Czy nie witała się już z Julie? Czy nie próbował się z nią witać David? Nie chodzi o to, że nie miała z kim się witać, a raczej o to, że nie chciała.
"
Zanim jeszcze zdążyła dobrze dotknąć jej głowy, już wrzasnęła na całą salę: "Ravenclaw!". (...)Choć Tiara wyjawiła jej, że wprawdzie charakterem bardziej pasowałaby do Slytherinu" - kiedy zdążyła jej wyjawić, skoro przydzieliła ją właściwie zanim dotknęła jej głowy?
Nie wierzę, że w tak niebezpiecznych czasach Dumbledore nie wygłosił żadnej mowy. Pomyśl na tym; przecież typowe dla niego są gadki o jednoczeniu się wobec wroga i tak dalej.
 Nie rozumiem, dlaczego kreujesz Julie na prostaczkę, która nie potrafi zachować się przy stole. To razi, nie pasuje do tego, co pisałaś o niej wcześniej.
Nie no, mowa dyrektora dopiero po jedzeniu? Daj spokój, on nigdy tak nie robi. Poza tym, szkoda że nie przytoczyłaś ani kawałka.

Rozdział VII
"
jakby czesał się, odpalając we włosach petardę" - ciekawe porównanie.
"
ciężko go było zrozumieć, tym bardziej, że mówił z akcentem." - ale chyba jego rodzice rozumieli go całkiem dobrze, chyba mówili z tym samym akcentem?

Rozdział VIII
"
znaleźć można było nielicznych dorosłych czarodziejów, którzy przybyli tam w jakimś celu" - dziwne by było, gdyby przybyli bez celu.
"
ojciec Simona otrzymał propozycję pracy w tutejszym Ministerstwie Magii" - Hogsmeade ma własne Ministerstwo?
Regały z książkami? Państwo May nie zabrali książek, przeprowadzając się?
Sen Simona jest całkiem intrygujący.
Bardzo ciekawy sposób na rozwiąznie konfliktu między światem czarodziejów i mugolskimi urządzeniami (mówię oczywiście o zamienniku lodówki).
 
 Rozdział IX
Nie rozumiem, po co Rose budziła Julie. Ponoć ludzie są jej idealnie zbędni i obojętni.
Rose grozi Julie, że nie odezwie się do niej do końca tygodnia, a Julie się boi, że groźba zostanie wprowadzona w czyn? Proszę, ile one mają lat, siedem? Poza tym groźba nieco mija się z celem, Rosalinda i tak nie mówi za wiele.
"Rosalinda z gracją zeszła po schodach do pokoju wspólnego, Julie podążała za nią, na ostatnim stopniu potykając się i lądując na podłodze." - to naprawdę nieco przesadzone. Rozumiem, że Rose miała błyszczeć na tle Julie, ale robienie z dziewczyny zupełnej pokraki to nie jest najlepszy pomysł, przynajmniej w moim odczuciu.
Magiczy patyk? Czy to naprawdę konieczne? Różdżka brzmi o niebo lepiej.

Rozdział X
Dlaczego zrobiłaś z Simona idiotę? Przestaję wierzyć w jego doskonałe umiejętności, o których pisałaś. Auror nie poradził sobie z szesnastolatką, bo złapała go za rękę? Proszę Cię, przemyśl jeszce tę scenę.

 
Rozdział XI
"Wiedziała, że mimo swojej lodowatości, ojciec trzęsie się nad nią niemal jak kwoka" - znów przeczysz sama sobie. Czy kilka rozdziałów wcześniej nie pisałaś czegoś zupełnie przeciwnego?
Kaligrafia w latach siedemdziesiątych nie była czymś, czym posługiwano się w minionych stuleciach. Jeszcze pokolenie mojej babci miało w szkole kaligrafię i uczyło się pisać pochyłe, pozawijane litery.

Rozdział XII
Jak Simon będzie jadł tyle czekolady to będzie gruby. (wybacz, nie mogłam się powstrzymać)
Podoba mi się scena jego rozmowy z Alice, jak również chowanie się przed Rose. Ogólnie nie mam więcej uwag odnośnie tego rozdziału.

Rozdział XIII
Rozdział, szczerze mówiąc, nie zachwycił mnie. Opis lekcji eliksirów i wyprawy do biblioteki wyczajnie mnie znudził. Nic się nie dzieje, każesz czytelnikowi śledzić zwykły szkolny dzień Rose, pokazując, jaka to ona nie jest wspaniała.

Rozdział XIV
Podoba mi się, że przybliżasz nieco postać ojca Rose. Przedstawiasz jego historię, odsłaniasz nieco jego myśli.
To samo tyczy się Laurie. Dobrze, że pozwalasz nieco lepiej ją poznać.

Podsumowując. Podoba mi się pomysł na opowaidanie, jest oryginalny, nietuzinkowy. Nie sięgasz po oklepane motywy, wymyślasz własną historię, opierając się na świecie Rowling.
Bohaterowie są dobrze wykreowani. Wprawdzie Rosalinda wydaje mi się nieco przesadzona, ale rozumiem, że właśnie taką chciałaś ją uczynić. Każdy z bohaterów ma własne cechy i upodobania, są różnorodni i całkiem realistyczni. Najbardziej przypadł mi do gustu Simon, a zaraz za nim Alice. Jedyna postać, nad którą na Twoim miejscu jeszcze bym pomyślała, to Julie.
Jeśli chodzi o styl: piszesz całkiem ładnie, jednak musisz zwrócić większą uwagę na powtórzenia, o czym już wspominałam. Jeśli powiesz coś czytelnikowi raz, to nie ma potrzeby, by później przypominać mu o tym jeszcze dwa razy.


→ fabuła, pomysł, oryginalność 6/6

→ bohaterowie 6/6

→ styl, język, kompozycja 4/6

→ opisy i kreacja świata przedstawionego 6/6

→ logika, spójność 5/6

Poprawność (4/5)
Prolog
"Na skraju lasu mieściła się okazała rezydencja." / "Domostwo było naprawdę okazałe" - powtórzenie. "Jednak to, co na zewnątrz, i nie mogło się równać temu, co znajdowało się w środku. " - zbędne "i".

Rozdział II
"Mieszkała tutaj i zajmowała się domem, często także Rosalindą, odkąd była małym dzieckiem, ponieważ rodzice rzadko mieli czas." - z tego wynika, że to Dorothy była małym dzieckiem.
"Rosalinda zupełnie straciła poczucie czasu." / "już jest tak późno, kompletnie straciła poczucie czasu." - powtórzenie. 

Rozdział IV
"Wolał być w centrum jakiś wydarzeń" - jakichś. "O ile podczas pierwszej podrózy do szkoły" - podróży.
"Nie miała pojęcia o istnieniu Simona May" - nazwisko również powinnaś odmieniać.

Rozdział VI
"popstrzone gwiazdami" - upstrzone.
"jej kotka trójbarwna" - "trójbarwna kotka" brzmiałoby lepiej.

Rozdział VII
"zrzucając i tak już porządnie wymiętoszoną kołdrę na podłodze" - na podłogę.

Rozdział VIII
"przypadnie w udziale młodemu May' - jak mówiłam, odmiana nazwiska.

Rozdział IX
"patrzy się na granatowy baldachim" - bez "się".

Rozdział X
"Odwrócił wzrok, nie mogąc znieść już dłużej jej wzroku" - powtórzenie.
"on, naiwny, myślał, że uda jej się ją zaskoczyć" - chyba że uda mu się ją zaskoczyć.

Rozdział XI
"to ona może się stać obiektem czyiś westchnień" - czyichś.

Rozdział XIII
"Zawsze irytował ją fakt, że Rose zawsze była pupilką nauczycieli" - powtórzenie.
"czasem jednak była zirytowana psim oddaniem koleżanki, jednak tym razem nie skomentowała tego w żaden sposób"- powtórzenie.

Dodatki (4/5)
Masz trochę informacji o blogu i o sobie. Bardzo mnie to cieszy. Nie rozumiem natomiast, po co Ci spis rozdziałów, który jest już w archiwum. Nie lubię również czegos takiego jak informacje o postaciach. Wszystko, co chcesz mi o nich powiedzieć, zamieść w treści opowiadania, a nie obok.

Dodatkowe punkty od Magdy
A masz, całe 5. Całkiem dobrze mi się czytało.

Łącznie punktów jest 45, co daje ocenę bardzo dobrą.

10 komentarzy:

  1. Dzięki za ocenę ^^.
    Cieszę się, że opowiadanie przypadło ci do gustu ;). To moje pierwsze opowiadanie, dlatego wiele rzeczy w nim może być nie do końca dobrych :).

    OdpowiedzUsuń
  2. czy jeśli wrzucę nową ocenę 10 dni przed terminem, jaki sobie założyłam za 1 podejściem i 7 dni przez terminem, jaki założyłam sobie za 2 podejściem i 2 dni przez terminem, jaki założyłam sobie za 3 podejściem, to znaczy, że jestem nienormalna?

    OdpowiedzUsuń
  3. nie rozumiem o czym do mnie rozmawiasz, ale tak - jesteś :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wstawiaj — poczytałabym jakąś fajną ocenę na dobranoc :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jasne, po prostu im szybciej dam tą, tym szybciej będzie Twoja. XD Eh, ocenialnie to jedne z niewielu miejsc, w których, gdy nie wiadomo, o co chodzi, nie chodzi o pieniądze, a o oceny. Ale to nie zmienia moich zamiarów wstawienia jej. Pf, nie dam się zastraszyć! ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. wstaw, wstaw. i pożycz mi 5 z łaciny i deklinacji. czterech. z czego nie umiem jednej. aghr.

    OdpowiedzUsuń
  7. i jeszcze, żeby mi internet zadziałał w jakiś skoordynowany sposób, bo ocena i prezentacja z biologi radośnie kwiczą :<

    OdpowiedzUsuń
  8. Przecież ta ocena i tak i tak już istnieje - jakim więc cudem miałaby przyspieszyć pojawienie się mojej? :D A tak właściwie to co się stało, że tak przesunęły się daty?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem, czy o tym informować, ale wysłałam zgłoszenie na oceniającą ^^
    Kurczę, jak teraz myślę, nie podałam numeru gadu-gadu. Jak zwykle, o czymś musiałam zapomnieć...

    OdpowiedzUsuń