wtorek, 27 sierpnia 2013

[922] www.coloured-heaven.blogspot.com

Lum ocenia coloured-heaven. 

Pierwsze wrażenie dość pozytywne, nie za ciemno, nie za jasno. Wszystko jest uporządkowane, więc można odnieść miłe wrażenie, że autorka faktycznie opiekuje się blogiem i nie jest jej on obojętny. Moje zastrzeżenie budzi jedynie czcionka w gadżetach i fakt, że posiadasz tytuł do menu, jakby wpisany już w szablon, gdzie pod spodem znajduje się pustka. Nie wiem, czy to wina braku umiejętności odpowiedniego ustawienia szablonu lub po prostu przeoczenia. Nie jestem też fanką układów z trzema kolumnami, a i w Twoim przypadku jest on całkowicie zbędny.
W podstronach dość oszczędnie. Najbardziej obszerna zdaje się być ta, w której opisujesz siebie. Mam jednak kilka zastrzeżeń, jeśli o nią chodzi. Po pierwsze witasz nas stwierdzeniem, że jesteś dziwna. A to ciekawe, bo taką informację zamieszcza na swojej podstronie co trzecia szesnastolatka, nie żebym miała tu komukolwiek właśnie pojechać. Myślę, że takie stwierdzenie nie robi dobrego wrażenia, szczególnie jako wstęp do tak rozbudowanego i dojrzałego tekstu, zahaczającego nawet o próbę niewprawnej analizy samej siebie. Z uwag ogólnych: akapity, które całkowicie zostały u Ciebie pominięte. Nieistotne, że masz tytuły do każdej fragmentu; nowa myśl powinna się rozpoczynać akapitem i tego się trzymajmy.
Martwią mnie ci „Bohaterowie”. Opowiadanie piszesz o osobach, które żyły na ulicy i były doświadczone przez los, a w ich opisie ukazujesz zupełnie co innego. Już pomijając sam fakt, że nie powinnaś tego robić, ale zdjęcia, które zamieściłaś przedstawiają czyściutkich, wypielęgnowanych nastolatków (bo wątpię, że którakolwiek z tamtych osób ma więcej niż 17 lat) o twarzach gładkich i nieskalanych przemocą. Przecież to śmierdzi jawną sprzecznością na kilka kilometrów. Pamiętaj, że wszystko, co opisałaś, powinno znaleźć się w tekście, bo Twoją rolą jest również prowadzenie kreacji bohaterów. A umieszczając na blogu taką podstronę, nie załatwiasz wcale sprawy, wręcz przeciwnie, bo nie masz możliwości odbiegnięcia od tego wizerunku, wykreowania postaci na potrzeby opowiadania i sama siebie ograniczasz zdjęciami jakiś azjatyckich lalusiów czy wypudrowanych panienek. Ale to do tego przejdziemy później (czyt. za to Cię później zabiję).
Co do ostatniej strony, zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby te kilka linków zawrzeć w Twojej historii, bo jest to z nią w pewien sposób związane.  Nie jest to blog traktujący wyłącznie o Twoim życiu, zatem wydaje się, że chyba lekko przedobrzyłaś z odnośnikami do Twojego życia.
Mam też wątpliwości odnośnie archiwum, wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem byłby spis treści.
·         Pierwsze wrażenie 9/10
·         Dodatki 2/5

Rozdział 1

Prologu brak, rozdział pierwszy zaczynasz krótkim zlepkiem zdań o samej bohaterce i pogodzie które, jak rozumiem, miały pełnić funkcję wprowadzającą. Całość tego, co ją otacza zamknęłaś jednak w krótkich trzech zdaniach, które ani trochę nie wwiodły mnie w klimat opowieści. A nie masz wrażenia, że powinny, skoro dopiero co rozpoczęłaś akcję? Rzucasz hasłem: deszcz, ale jaki deszcz? Czy była to zwykła mżawka, ulewa? Czy ten deszcz siąpił, może lał? Jaka była pora roku, cokolwiek? Skupiasz się na przedstawieniu bohaterki, ale zauważ, że sama zainteresowana nie jest umiejscowiona w konkretnym miejscu. Wiem tylko tyle, że na działce. Ale działki są różne, różnie wyglądają. Nie bój się opisywać otoczenia, scenerii i okoliczności. Wiadomo, że nadmiar opisów również dobrze nie służy, ale ich brak jest jeszcze gorszy. Scena, kiedy bohaterka leży na hamaku, byłaby dobrym tłem do opowiedzenia kilku słów o jej historii, do wprowadzenia czytelnika w świat, jakim przyszło jej żyć. Bardzo dobrze skomponowałoby się to z późniejszą sceną, gdy bohaterka zabija policjantów. Zakładając oczywiście, że ten fragment również odpowiednio zmodyfikowałabyś, ale o tym za moment.
Jakim cudem glany mogą chlupnąć o kałuże przy jednym skoku? Kałuże, to jest kilka kałuży, o ile dobrze zrozumiałam Twoje intencje. To jaki rozmiar buta ona miała?
W dalszej części tekstu pojawiają się pojedyncze zdania odnośnie burzy, jakichś ludzi na dworcu, ale to jest takie minimum, nawet nie. Kelly nagle przeteleportowała się na dworzec, stwierdziła, że nie ma celu, zagrzmiało, a w międzyczasie kilku policjantów przechadzało się po budynku. Co robili tam policjanci? Z tego, co wiem, policja jest na kolej wzywana w szczególnych przypadkach, normalnie utrzymywaniem porządku zajmuje się wewnętrzna straż ochrony kolei. Tak jest w każdym razie w Polsce, nie wiem jak w tym miasteczku, którego położenia nie raczyłaś nam podać.
Motywy złości Kelly są nam nieznane, przyszła na dworzec, coś tajemniczego kazało jej zabić policjantów i poszła do domu. Skoro ma względny dom, dlaczego nie udała się tam wcześniej w celu schowania się przed deszczem, tylko leżała na działce lub tułała się po dworcach? Zachowanie tej dziewczyny nie ma jakiegokolwiek tła. Wiem, że ciężko o jakieś głębsze wywody o tym, co też się w tej główce dzieje, biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowałaś się na narrację trzecioosobową, ale mogłaś dodać jakiś drobiazg, jakąś pozornie nieistotną sytuację, która spowodowała tę lawinę zdarzeń.
Zajmijmy się teraz panami policjantami. Pominę fakt ich obecności na dworcu i nieuzasadnionego zainteresowania Kelly. Przyjmę, że jest to całkowicie logiczne i wiarygodne. Nie mogę jednak z taką wyrozumiałością potraktować faktu, że dwudziestoparolatka powaliła trzech silnych mężczyzn na środku dworca, potem dziwnym trafem znalazła się w zaułku, następnie sama zataszczyła ich zwłoki do śmietnika i nikt się nie skapnął. Zakładam, że znajdowała się gdzieś na środku dworca, skoro kilka linijek wcześniej piszesz, że znajdowało się wokół niej dużo ludzi, a potem, że zaczęła kierować się ku wyjściu. Kolejna kwestia jest taka, że przecież na dworcach bywa monitoring, a dwaj policjanci, którzy chwilowo nie mieli jeszcze dziury w głowie, mogli wezwać posiłki przez radio. O wiele wiarygodniej by wyszło, jakbyś pozwoliła autorce zaciągnąć ich gdzieś w faktycznie odludne miejsce, bardziej nadające się na morderstwo.
 Brakuje mi opisów, brakuje mi klimatu. Starasz się zwracać uwagę tylko na jej buntowniczy charakter, póki co niczym nieumotywowany, traktując całą resztę po macoszemu. A to niedobrze, bo opowiadanie to nie tylko bohaterzy. Oczywiście byłoby to możliwe, jasne, czemu nie, ale obawiam się, że musiałabyś zmienić wtedy lekko koncepcję opowiadania, nazywać się „ilovejustinbieber” i Azjatę zastąpić słodkim chłopaczkiem z buźką niczym pupcia niemowlaczka. A na tym Ci chyba nie zależy.
Ledwo wykiełkowałaś z kreacją Kelly, zaraz dorabiasz jej kolegę. A przecież niewiele wiemy o dziewczynie, równie prawdopodobnie mogłaby być jakąś wariatką, która uciekła z psychiatryka, łazi teraz po jakiś działkach i morduje ludzi, a jej zachowania możemy sobie tłumaczyć ciężką niedołężnością psychiczną. Ich spotkanie jest dość nietypowe, można by pomyśleć teraz, że główna postać, oprócz braku piątej klepki, posiada również problemy ze słuchem. Szkoda, że tak popędziłaś z akcją, warto byłoby dopisać coś więcej o samej zainteresowanej, analizować ją, rozbijać na części pierwsze, rozbebeszać emocjonalnie, pokazać jej historię, zachowanie chociaż trochę. Pamiętaj, że podstrona o bohaterach mnie nie interesuje, a informacje tam zawarte traktuję dodatkowo, więc nie próbuj się potem usprawiedliwiać, że nie pisałaś o jej przeszłości, bo przecież było o tym w „Bohaterach”. Nie, moja droga, Twoim zadaniem jest tak zapoznać nas z bohaterką i światem, w jakim żyje, abym wchłonęła to wszystko. Czytając, powinnam czuć razem z nią, przeżywać jej złość, frustrację, ciężkość broni, gdy mordowała ludzi, którzy niczego od niej nie chcieli ( a jeśli chcieli, czemu o tym też nie ma ani słowa?). Nie kastruj tak tekstu ze szczegółów.
Mam wrażenie, jakby to spotkanie z Kimem nie zdziwiło jej. W ogóle nie mogę się pozbyć uczucia, że wszystko dzieje się według planu, że brakuje elementów zaskoczenia, nagłych zmian. Chłopak wszedł do pokoju, a K. nawet się tym specjalnie nie zdziwiła, w każdym razie zdziwienie to zostało pokazane w sposób szczątkowy, jeśli nie zerowy. Tak, jakby tylko czekała, że on wejdzie, a on wiedział, że odmówi. Brakuje napięcia. To nie jest scenariusz do telenoweli, gdzie bohaterowie mogą swoje zdziwienie okazać przez westchnięcie i stwierdzenie, że się tego nie spodziewali, ojej.
Początkiem mnie niestety nie zachwyciłaś, jest dużo do poprawy. Tekst jest mało wiarygodny i momentami bardzo nielogiczny. Zwrócę Ci też uwagę na zapis dialogów, który w wielu przypadkach jest niepoprawny. Odsyłam Cię to źródła KLIK, gdzie możesz spokojnie przejrzeć sobie i na przykładach wzbogacić swoją wiedzę.

Rozdział 2

Znowu rozpoczynasz od opisu pogody. O ile opisem można to nazwać, bo mam pewne wątpliwości, czy jedno zdanie można już podciągnąć do tej kategorii. Jeśli nie wiesz, jak zacząć, bo i takie mam wrażenie, zacznij od chwili zastanowienia się nad obecną sytuacją. Opisuj wszystkie możliwości, zagłęb się w myśli głównej bohaterki. Możesz też przedstawić część miasta, po którym właśnie się porusza, trochę o jej przeszłości. Korzystaj z tego, że przy trzecioosobowej narracji możesz dowolnie manipulować akcją, zjawiać się w danym momencie i miejscu, żeby zaraz przenieść się gdzie indziej. Nie pomijaj jednak tego, co jest pomiędzy. Chociażby tutaj mogłaś zaznaczyć, że było już zupełnie ciemno, gdy padający od dwóch godzin deszcz właśnie skończył swój popis. Daje to wrażenie spójności, czytelnik wie, że nie skaczesz sobie od wydarzenia do wydarzenia i pomiędzy jest również coś. Poza tym zacząć od większego opisu jest po prostu łatwiej, możesz dać sobie czas na rozwinięcie akcji, na pokazanie czytelnikowi okoliczności, w jakich znajduje się bohater. Wiele osób tak robi. Często jest tak, że pisząc, sami siebie musimy w ten klimat wprowadzić, a tekst, który piszemy po takim wstępie, zdaje się być bardziej płynnym i wiarygodnym.
Kim jest jakiś dziwny, zupełnie nie pasuje do wizerunku wyrzutka, jaki został mu narzucony. Nawet ta jego tajemniczość, gdy wkręca Kelly bajkę o demonach jest taka sztuczna. Jego sposób mówienia niczym nie różni się od wypowiedzi dziewczyny. Naprawdę uważasz, że ktoś, kto od ósmego roku życia mieszka na ulicy i jest płatnym mordercą mógłby gawędzić sobie radośnie z dziewczyną, która z kolei od dwunastego roku życia mieszka na ulicy. O tak, to wcale nie powód do zmiany zachowania, każda taka osoba jest beztroska i radosna, zero strachu, zero instynktu, skądże. Ponadto te dwie postacie są identyczne, płaskie. Nawet ich wygląd jest dla nas tajemnicą. Czerwone włosy Kelly i koreańskie rysy chłopaka są jedynymi cechami, o których, jak dotąd, napisałaś. Obie te osoby wydają mi się być zwykłymi zlepkami kilku cech. Zero zainteresowań, motywacji.
Komuś się tu pory dnia pogmerały, co? Wchodząc do metra było już ciemno, a gdy wysiedli z niego niebo jaśniało czerwonym blaskiem. Czyli są dwie opcje: jechali metrem całą noc i wysiedli w momencie, kiedy słońce wschodziło lub nie zwróciłaś uwagi na to, co tu wypisujesz i powstała nam urocza sprzeczność. Zatem jak to w końcu było, co? Poza tym cały dzień padało, więc nielogiczne, żeby zachód słońca był czerwony, bo taki zachód słońca oznacza, że pogoda była i będzie dobra. Ha, ktoś tu nie słuchał na przyrodzie w podstawówce! A potem z kolei piszesz jeszcze o napływających ciemnych chmurach. Zwracaj uwagę na takie szczegóły!
Rozdział jest za krótki i nic nie wnosi. Bez sensu tworzyć osobną część na ich podróż, podczas której nie dzieję się nic konkretnego, Kim wkręca jej jakieś farmazony, trochę sobie pogadali, trochę pokazali, że są płaskimi marionetkami bez motywów i na tym się kończy. Wspominałam już o tym wcześniej — brakuje zwrotów akcji. Piszesz opowiadanie, w którym byłyby one bardzo wskazane, to nie jest romans, gdzie bohaterowie mogą się ze sobą umawiać przez szesnaście rozdziałów i oprócz tego nie robić nic. 

Rozdział 3

Znowu się pani pogoda pokiełbasiła. Jakieś dwa rozdziały wstecz niebo było ciemne, przed chwilą czerwieniało i wypogadzało się, a teraz znowu pioruny i PRZEDWCZESNY ZMROK.  Jakiś osobliwy rodzaj anomalii pogodowych, czasowych i jakichkolwiek. Zwracaj uwagę na takie rzeczy, to wszystko powinno być idealnie dopasowane i zgrane, nie ma mowy o niedociągnięciach, nawet w przypadku tła opowiadania. Którego, swoją drogą, i tak jest tu niewiele. Nie opisujesz miejsc — nie mam tu na myśli tych kilku zdań, które gdzieś wplatasz, nie zaznaczasz konkretnego upływu czasu przez co ja, jako Twój czytelnik, mam wrażenie, że wszystko dzieje się w ślimaczym tempie. A może faktycznie się dzieje, nie wiem.
Zaczynasz trzeci rozdział, nadal jest ten sam dzień, nic się nie wydarzyło i nie zapowiada się, aby akcja miała ruszyć do przodu. Bohaterowie wędrują po mieście, wbijają się do jakiejś paskudnej tawerny, piją łyskacze i na tym się wszystko kończy, Kim mówi jej tylko, że demony to kit. Żadnego zmieniającego bieg akcji dialogu, żadnych nowości. Po prostu sobie siedzą. Jeśli kiedykolwiek będę chciała pokazać komuś, jak dobrze zapchać miejsce w opowiadaniu, możesz być pewna, że podeślę mu link do tej części. Mogłaś to naprawdę dobrze wykorzystać, mogłaś tutaj rozwinąć jakąś rozmowę między bohaterami. Olać tę tajemniczość Kima, mogłaś go schlać i zmusić do otworzenia przed Kelly gęby i opowiedzenia czegoś o sobie, skąd jest, dlaczego wylądował na ulicy. Pamiętaj, że Twój bohater powinien być realny i żywy, jak Ty i ja. Nie możesz ograniczyć się tylko do tego, co jest teraz. Nie mogę traktować poważnie osoby bez przeszłości i charakteru.
Więcej do powiedzenia na ten temat nie mam, odcinek wydaje się być pisany byle tylko coś napisać. Bez sensu.

Rozdział 4

 Początek znowu stanowi zdanie traktujące o pogodzie, dodam, że ciągle tej samej. Prawdę mówiąc, staje się to nieco nudne, bo mam wrażenie, że opowiadanie wciąż tkwi w tym samym punkcie. W ogóle denerwujący jest fakt, że zaczynam już czwarty rozdział, akcja trwa kilka godzin, nic się nie wydarzyło, pogoda ta sama, a wszystko to materiał na pół odcinka, jeśli nie mniej. A jeśli zaczyna się coś naprawdę istotnego, przyspieszasz, jakby goniło Cię stado baranów i brutalnie tłumisz wszelkie odstępstwa od monotonnej akcji opowiadania. Wiadomo, wszystko musi być ograniczone planem, jak można wpaść na pomysł ze ZWROTEM AKCJI. Jasne, rozumiem, że jakoś czytelnika trzeba wprowadzić, ale myślę, że większe pokazanie życia Kelly przed wizytą Kima byłoby istotniejsze, niż czterorozdziałowa wędrówka. A nawet jeśli nie istotniejsze to z pewnością mniej nużące. Zaczynam się poważnie martwić tym, kiedy uda Ci się rozwinąć akcję, a szczególnie czy dożyję tego momentu, bo w obecnym tempie przewiduję to w okolicach czterdziestej części.
Opisów miasta nam skąpisz, oprócz tego, że w co piątym zdaniu podkreślasz jak bardzo ponura była ulica (czyli że oni od poprzedniego rozdziału idą jedną ulicą?) i że raczej nie było to miejsce dobre na rekreacyjne spacerki (a powoli zaczynam mieć wrażenie, że to wszystko to taka przyjazna przechadzka dwojga przyjaciół). No dobra, takowe miejsca to tło dla większości opowiadań i być może nie powinno mnie dziwić to, że i Ty postanowiłaś umieścić tam akcję. Tylko co o tej dramatycznej ponurości  stanowiło: skrzypiące drewno i deszcz? A widzisz! I tu wychodzi nam prosty wniosek: za dużo pieprzenia, za mało pisania o tym, co ważne.
Z kolei pisząc o budynku owego nieba, stajesz się aż zbyt szczegółowa. Opisujesz dosłownie wszystko, każdą pierdołę zapominając o jednym: odczuciach na jego temat głównej bohaterki, o jej reakcji. Nawiasem mówiąc, odnoszę coraz częstsze wrażenie, że Kelly to taka porcelanowa laleczka pozbawiona mimiki, myśli i złożonych zachowań, w sumie trochę taka zbuntowana Mary Sue. Wróćmy jednak do tematu. Czasem przesadzasz z różnymi poetyckimi zagraniami, które, w występującym u Ciebie nadmiarze, zamieniają tekst w grafomańską papkę różnych stwierdzeń, nierzadko niczym ze sobą niepowiązanych. Najwyraźniej nie opanowałaś jeszcze sztuki wyczucia, gdzie co pasuje, a gdzie nie. Ale wszystko przed Tobą. Zastanów się też nad jakimś ładniejszym sposobem zapisu myśli. Proponuję kursywą.
Opis walki bardzo ładny, zgrabny, plastyczny i w miarę spójny, chociaż momentami chaotyczny. W przypadku tego fragmentu różne porównania sprawdziłyby się nadzwyczajnie i pomyśl nad tym, pisząc kolejne opisy walk. Chaotyczność, o której wspomniałam, wcale nie powoduje wrażenia niedopracowania, a wręcz przeciwnie. Poza tym pokazuje ona jak ciężki i nierówny był to pojedynek, a więc świetnie określa klimat. Powinnam Ci teraz pogratulować bardzo dobrego fragmentu, gdyby nie to, że pod kątem poprawności tekst leży i kwiczy, co w sumie może też dotyczyć całej reszty. Gubisz dużo polskich ogonków, co nie jest raczej spowodowane Twoją niewiedzą, bardziej niedbalstwem. Wystarczy przecież, że kilka dni po publikacji przejrzysz znowu tekst i z powodzeniem możesz wykryć większość takich błędów. Masz również dużo braków przecinków. Nie wiem, skąd się to bierze, skoro jednym razem przecinek jest, a za drugim razem w przypadku tego samego zastosowania przecinka już nie ma. Możliwe, że i tu kłania się Twoje roztrzepanie. Zdecydowanie powinnaś wyedukować się w kwestii zapisu dialogów, bo mam wrażenie, że robisz to całkowicie nieumiejętnie i przypadkowo. Podobnie z cudzysłowem, w który tak namiętnie ładujesz myśli bohaterów.
Pojawia się Shanti, która również dołącza do Klubu Bohaterów, Którzy Wypowiadają Się W Ten Sam Sposób. Naprawdę nie wpadłaś na taki bolesny pomysł, żeby jakoś te postacie rozróżnić? Trzy Mary Sue w jednym opowiadaniu to nieco za dużo, więc błagam - opamiętaj się zanim zrobisz z niej kolejną płaską bohaterkę. No i przypominam, że zielone i kręcone włosy nie stanowią jej opisu.
Stałaś się coraz bardziej uciążliwie szczegółowa. To logiczne, że winda jeździ tylko po naciśnięciu guzika, przecież nie na abrakadabra, kurde no, więc spokojnie mogłaś napisać, że po prostu zjechały w dół. Tracisz też resztki realności. Cholera, ta barmaneczka wydaje się być jakaś bez sensu! Tak z miejsca zaufać Kelly i dać jej pokój obity jedwabiem? Błagam! Żeby to było chociaż trochę sensowne, powinnaś dorzucić jakąś niepewność, zagadkę, intrygę. Lecisz według planu i zachowujesz się, jakbyś pisała o historii trzynastolatki przyjeżdzającej na obóz nad morze, a nie morderczyni dołączającej do jakiejś organizacji zabijającej ludzi na zlecenie. Tak swoją drogą, czy policja w tym mieście jest aż tak nieudolna, aby nie zainteresować się problemem ginących ludzi? Żadnego śledztwa, nic?
I na koniec jedno pytanie: czemu wszystkich ludzi w kółko określasz jako czerwonowłosa, zielonowłosa? Już pominę poprawny zapis, ale czy serio oni nie mają innych cech, niż włosy?

Rozdział 5

Dość bujny opis snu, biorąc pod uwagę język, jakiego w nim użyłaś. Tak, podpowiem: poniosło Cię.  Bardziej przypomina mi to prologi u pani Meyer, dramatyczne i krwiste rozważania nad nadchodzącą śmiercią, bezsensowne i zachwycające bez sensu nawalonymi ładnymi słówkami. Ale to nie jest porównanie, które powinnaś uznać za komplement (zresztą kto normalny by uznał?). Ten fragment piszesz z punktu widzenia głównej bohaterki, czyż nie? Bohaterki, która od dwunastego roku życia żyje na ulicy, jest przeżarta przemocą i zdecydowanie nie myśli o tym, czy krew spływa w pląsach, czy ciszę rozdziera odgłos pękających warg, czy śnieg jest skrzący. Jej myślenie jest inne, niż Twoje, więc staraj się to uwzględniać. Wątpliwe jest czy taka osoba w ogóle zna takie słowa. Poza tym to jest opis snu? Proszę Cię, ale nikt nie śni tak realistycznie, tak szczegółowo!
Dialogi są bardzo nierealne, sztuczne. Mam wrażenie, że kompletnie nie przykładasz się do tego, aby nadać im chociaż trochę klimatu rozmów osób podobnych do Kima i Kelly. Może nie masz z nimi kontaktu, nie wiem. Ale w takich przypadkach pomocna jest literatura, nie ukrywajmy, że na tym etapie twórczości musisz czytać i inspirować się pisarzami, którzy mają większe doświadczenie w takiej tematyce. Nie każę Ci szlajać się po jakichś melinach i narażać się na darmowe przemeblowanie buźki, ale trochę wysiłku, aby zorientować się w tych klimatach nikomu nie zaszkodziło.
Błagam, dziewczyna praktycznie z ulicy trafia do Nieba dla wyrzutków i od razu idzie na zakupy? A skąd ma pieniążki? A kto jej na to pozwoli? A jeśli już, to dlaczego jest to kolejna sytuacja bez znaczenia, jakby narzucona przez plan? Mogłaś tu dorzucić coś z sensem, nie wiem, próbę ucieczki, jakiś atak. A nie, po prostu idzie na plażę, zszywa kurtkę i myśli. Żebyś Ty chociaż dokonywała jakiejś próby analizy jej zachowania, ukazania nam motywów i konkretnych sytuacji z przeszłości. Ale nie! Zamiast tego mamy lekko zawiewające grafomanią opisy jakichś morderstw. Zastanów się nad ich sensem.
Znowu niepoprawny zapis dialogów, błędy ortograficzne, braki przecinków. Mam wrażenie, że od pierwszego odcinka ani trochę się nie poprawiłaś.

Rozdział 6

Mam ochotę rzucać krzesłami, jak czytam to wszystko. No bo patrz: bezsensowna podróż Kima i Kelly zajęła trzy rozdziały, potem w jednym upakowałaś cały pierwszy dzień, który powinien być najważniejszy, a Ty ogołociłaś go z wszelkiego znaczenia. A potem całą piątą część bohaterka szyje sobie kurtkę i wspomina. Jaki to ma cel? Zielonego pojęcia nie mam, bo w szóstym rozdziale streszczasz nam czterdziestodniową rutynę, okres próbny. Rozplanowanie akcji masz całkowicie do czterech liter. Wyjaśnij mi, gdzie tu jakikolwiek sens i konsekwencja, bo ja przestałam już go widzieć. Skupiasz się na, za przeproszeniem, pierdołach, a kwestie istotne traktujesz bardzo po macoszemu. Powinnaś to zmienić, określić, które wątki są najważniejsze, a które to tylko dodatki, bo inaczej można dostać korbki z tym wszystkim. Całość nadal jest bardzo sztuczna, brakuje zwyczajnej lekkości w dialogach, zresztą nie tylko. Postaci są płaskie, takie same. Mam wrażenie, że Kelly i Kim są bliźniakami, które różnią się tylko fragmentami odzienia, kolorem włosów i to by było na tyle. Co powoduje taki stan? Brak analizy ich charakterów, określenia wyglądu i przede wszystkim rozrysowania postaci na płaszczyznach przyszłości, przeszłości i teraźniejszości. Mówiłam, że będę krzyczeć za brak opisów postaci, więc krzyczę: wszystko to, co widzimy na ich zdjęciach ma się znaleźć w tekście! Poświęcasz tyle czasu na bzdurne momenty, że spokojnie znajdziesz jeszcze czas na opisanie Kim, Kelly i Shanti. Nie tylko wyglądu, ale też cech charakteru, zachowania, motywów. I pracuj nad tym, żeby dialogi nie były tak sztywne, nawet zmniejsz ich ilość i nie rób z nich zapychaczy miejsca.
Muszę Ci jednak przyznać, że jest już lepiej, pojawił się czas i miejsce wydarzeń. Motywujesz i analizujesz też zachowania Kelly, krótko i jeszcze nieudolnie, ale zawsze to jakiś krok do przodu. Szkoda, że tak urwałaś ten fragment o jej przeszłości. Tego mi najbardziej brakuje — wiemy zbyt dużo o teraźniejszości bohaterów, a o przeszłości nic. Taka tajemniczość staje się w pewnym momencie bardzo męcząca.
Język wyraźnie zmienił się od poprzedniej części. Nie wiem tylko, czy to dobrze, ponieważ coraz mocniej przesadzasz z różnymi metaforami. Na taką skalę nie robi to dobrego wrażenia. Myślę, że po prostu nie umiesz wartko prowadzić akcji, więc kręcisz się wokół takich bzdur typu pogoda.
Nadal zły zapis dialogów, braki przecinków. Wychwyciłam też w wielu miejscach złą odmianę przez przypadki i literówki. Albo nauczysz się sama to wychwytywać, albo znajdź sobie jakąś betę.

Punkty:
*Fabuła 2/5
* Bohaterowie 2/7
* Świat przedstawiony 4/7
* Dialogi 1,5/6
* Kreacja kolejnych wątków 1/5
* Styl, język, kompozycja 4/6
*Logika, spójność, wiarygodność 0,5/6
* Zaciekawienie 1/1
* Poprawność 4/5
Łącznie: 20/45

Sam pomysł nie jest zły, właściwie jest naprawdę dobry w dobie wszechobecnych wampirów i HP. Duży plus masz za to, że wszystko wymyślasz sama i nie opierasz się na istniejących już schematach. Nie znaczy to jednak, że masz u mnie taryfę ulgową. Wręcz przeciwnie. Stoi przed Tobą o tyle ciężkie zadanie, że kandydujesz na oceniającą, więc sama powinnaś raczej świecić przykładem, więc nie było mowy o popuszczeniu Ci jakiejkolwiek pierdoły. A pierdół wszelkiej maści było pełno.
Chociażby to nieszczęsne tempo akcji. Raz wlokłaś się ze wszystkim przez cztery rozdziały, aby następnie najważniejsze momenty poupychać w dwóch, trzech akapitach. Powinnaś zdecydowanie bardziej myśleć nad tym, ile konkretna sytuacja ma zająć w opowiadaniu, jakie ma mieć znaczenie. Wędrówka nie miała żadnego, w każdym razie tak została ona ukazana. Być może chodziło Ci o jakiś moment przejścia, tego nie wiem, ponieważ nie zaznaczyłaś niczego takiego.
Kolejna denerwująca sprawa jest taka, że mam wrażenie, jakby wydarzenia następowały po sobie według jakiegoś odgórnie narzuconego planu. Bohaterowie zdają się o wszystkich wiedzieć i milcząco wykonywać swoją robotę. Zero jakiegokolwiek zaskoczenia. W przypadku takiego opowiadania zwroty akcji są wręcz wskazane. Miałaś wiele sytuacji, które zresztą Ci wskazałam, gdzie mogłaś wrzucić taki element zaskoczenia.
Bohaterowie, których wykreowałaś są zwyczajnie płascy i niczym od siebie się nie różnią. Mówiłam Ci już na początku oceny, że zdjęcia są bez znaczenia i jeśli tylko na nich będziesz się opierać, udusisz się w końcu w sosie własnej głupoty. Powinnaś ich opisywać, stopniowo pokazywać kolejne części i charakteru lub wyglądu, pisać o ich przemianach, motywach, o tym, co czują, czego pragną, czego się boją — o wszystkim, co wydaje Ci się mieć znaczenie i co chciałabyś wiedzieć o swojej ulubionej książkowej postaci. Spraw też, że będą się od siebie jakoś różnić. Co z tego, że byli w mniej więcej podobnej sytuacji życiowej, każda historia jest inna i opowiedz nam ją, niczym interesującą bajkę. Nie bój się doprowadzać do gwałtownych kłótni między nimi, pokaż, że mają inne zdanie na temat świata. Pamiętaj, że oni też mają mimikę, używają charakterystycznych gestów, mają konkretny głos, zapach. Nie składają się tylko z włosów i glanów, niestety.
Na początku opisy świata przedstawionego były bardzo krótkie, gołe i niespójne. W ostatnim odcinku coś jakby się poprawiło. Ale no cóż: ze skrajności w skrajność, bo teraz mamy lekki przesyt tego wszystkiego. Za dużo gadasz o nieistotnych pierdołach, chcesz się pochwalić ładnym, poetyckim stylem, a to Ci niestety niezbyt pasuje. Trochę tego za dużo. Poza tym otoczenie Kelly jest bardzo monotonne i dość tendencyjne. Chodzi mi o to, że całość wydaje się bardzo typowa, mroczna i nudna. Mam też wrażenie, że, oprócz tych policjantów i ludzi z tawerny, nikt w tym mieście nie mieszka. A przecież to dość duże miasto, jak mniemam — portowe. Ktoś na pewno musi się tam przemieszczać, zawadzać. Byłby to dobry motyw do pokazania samotności bohaterów — dwoje młodych ludzi zmuszonych do życia na ulicy, samotnych wśród tylu twarzy. Zawsze to jakieś urozmaicenie od ciągłego lania się po gębach.
            Zwróciłam Ci uwagę na to, że gubisz się przy pogodzie. I jest to najpiękniejszy przykład braku konsekwencji. Konsekwencji i logiki, w zasadzie. A takich przykładów jest o wiele więcej, wszystkie zresztą wypisałam Ci wcześniej. Sama nie wiem, czy opowiadanie jest realne. Coś podpowiada mi, że nie masz o tym pojęcia, dlatego ciągle odnoszę wrażenie, że piszesz to bardzo niepewnie i gubisz się we własnych pomysłach. Jeśli brakuje Ci wiedzy — czytaj, czytaj i jeszcze raz czytaj. 
            I na koniec: GDZIE SĄ DO DIASKA AKAPITY W OSTATNIM ODCINKU?!?!?!?!?!?!?!
           
I właściwie to by było na tyle, jeśli o ogólne podsumowanie chodzi. Punktów dodatkowych nie dostaniesz na razie, dopiero jak zobaczę poprawę to mogę o nim pomyśleć. Mam nadzieję, że nie pogryzłam Cię zbytnio.
Wyszło, że otrzymujesz 31 punktów na 65 możliwych, czyli ocena dostateczna.
Buziaki!

PS Zepsuło mi się formatowanie w tej ocenie, ale już nie mam siły go poprawiać. Jakby którejś się nudziło, czujcie się upoważnione do naprawienia tego za mnie.
PS 2 Dobry brodacz na dobre popołudnie.

9 komentarzy:

  1. Dziękuję bardzo za ocenę. Wszystkie rozdziały napiszę od nowa w najbliższym czasie, stosując się do rad zamieszczonych tutaj. Mam nadzieję, że nie było tak bardzo mocno źle, że nie przyjmiesz prośby o ponowną ocenę, gdy tylko spełnię wymagania regulaminu ;). Wiedziałam, że wiele rzeczy jest źle, poza tym nielogicznie, ale opowiadanie zaczęłam jakiś rok temu, a potem odświeżyłam na szybkiego i niedbale. Nie jestem taka znowu beznadziejna, udowodnię to, kiedy wszystko ogarnę ^^.
    Ach i jeszcze jedno pytanie: Gdzie się podziała ocena "Prawa do miłości"? Oceniłaś wyłącznie rozdziały, a był tam również one-part. Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń
  2. A, durna Ida. Przypomnij mi na podstawie jakiej książki go pisałaś, to przeczytam i zrobię dopisek do oceny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to nie było na podstawie żadnej książki. Pomysł był zaczerpnięty z książki. Z "Gry Anioła" Carlosa Ruiza Zafóna. ^^

      Usuń
  3. A jeśli już przy ocenach jesteśmy: gdzie się podziały Twoje oceny?

    OdpowiedzUsuń
  4. W trakcie ;). Jestem zabiegana jak nie wiem, robię trzy na raz ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj, że staż Ci się za miesiąc kończy.

      Usuń
    2. Wiem, pamiętam :c. Za ok. trzy dni powinnam już wam wysłać jedną z tych ocen.

      Usuń
  5. I PROOOSZĘ OCEŃ MI TĘ JEDNĄ NOTKĘ :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dasz mi 30-godzinną dobę to nawet dziś.

      Usuń